Kuchnia maurytyjska, czego trzeba koniecznie spróbować?

Gastronomia maurytyjska to temat, jaki należy przerobić w pierwszej kolejności.

Kolorowa i aromatyczna, gwarantuje zaskakującą eksplozję smaków! Żeby poznać bogatą kuchenną spuściznę kulturalną, najlepiej wziąć udział w Międzynarodowym Festiwalu Kreolskim (Festival International Kréol), który odbywa się co roku w grudniu lub wręcz odwrotnie, byle kiedy wypuścić się na ulicę… i kosztować co popadnie!

kuchnia kreolska i jej rougaille w miejscowych pomidorów

W ogrooomnym skrócie, kuchnia kreolska to po prostu miednica ryżu na stół i hop, 5 kilo pomidorów. Nie byle jakich, bo wszyscy mówią na nie „pommes d’amour”. Dlaczego?… Hmm… może dlatego, że przypominają czerwone, lukrowane jabłuszka tak chętnie kupowane na francuskich kiermaszach przez zakochane pary… Ten owoc przyrządza się tutaj na tysiąc i jeden sposobów. Pomme d’amour o specyficznym, kwaskowatym smaku akompaniuje prawie wszystkie maurytyjskie posiłki, a jeśli nie, to gdzieś niedaleko zawsze znajduje się piment… (chilijskie papryczki o których piszę tutaj) w formie zielonego lub czerwonego puree. Ktoś nieobeznany zdziwi się, że brakuje mu powietrza, jeśli wymiesza łyżeczkę pimentu z zawartością swojego talerza !

chili-papryczka-piment-mauritius.jpg

DANIA I PRZEKĄSKI

Podstawowe danie Rougaille pochodzi od „roux d’ail”, czyli od mieszanki lokalnych pomidorów z czosnkiem, cebulą, imbirem i pimentem. Każda gospodyni potrafi przyrządzić rougaille w dwie minuty, i każda oczywiście ma swoją, niepowtarzalną recepturę. To tak jak u nas z bigosem…

Rougaille podaje się z ryżem, mięsem, rybą, warzywami i dodaje do niej diabelsko ostrego pimentu.

Viandaye przyszło od „vin d’ail” – pierwsi osadnicy używali tego produktu do konserwacji mięsa i ryb. To ocet winny wymieszany z imbirem, czosnkiem, kurkumą, czerwoną papryczką chilijską (piment rouge), cebulą i olejem musztardowym. Podsmaża się tę miksturę z rybą lub mięsem i przyprawia jeszcze czym tylko dusza woli! Tak przyrządzona żywność może być przechowywana o wiele dłużej niż świeże produkty.

Daube, długo gotowany na wolnym ogniu garnek, zawiera aromatyczne, mięsne danie w gęstym sosie (nierzadko zaprawiane winem na francuską modłę).

Bryani, aromatyczny ryż z mięsem lub rybą, tradycyjne danie przyrządzane z marynatą na jogurcie, z dużą ilością kardamonu, imbiru, kminku, goździków i mięty, to gwóźdź programu kulinarnego wszystkich ważniejszych świąt muzułmańskich.

Cari robione jest z gotowej mieszanki różnych przypraw lub świeżo utartej massali, którą gotuje się z mięsem wołowym, jagnięcim, kurczakiem, rybą, krewetkami lub jarzynami. Zawsze podawane z ryżem z dodatkiem szatini (chatinis), aszardów (achards), warzyw strączkowych i polewane wywarem z zielonych liści bredów (brèdes). Można je podawać z plackami faratas lub puris.

Massala, co znaczy „mieszanka”, zawiera kurkumę (stąd ta piękna, żółta barwa), kminek, pieprz i kardamom. Przyprawy te są mieszane ze świeżymi składnikami: imbirem, czosnkiem, koriandą (kotomili) i zielonymi liśćmi karypoulay. W przepisie maurytyjskim na cari dodaje się jeszcze wyżej wspomniane pomme d’amour, czyli lokalne pomidory, które nie wchodzą w skaład cari indyjskiego. Wszystkie gospodynie mają specjalny płaski kamień (roche à cari) i wałek (baba), którym rozgniatają te pachnidła…

roche cari kuchnia maurytyjska

Chatinis jest typowym słowem kreolskim. Jest to odpowiednik angielskiego słowa chutney. Francuzi wymawiają je „szatini”, Kreole „satini”. To pachnące dostawki ze świeżych warzyw lub owoców, z odrobiną pimentu, oleju, roztartego czosnku i imbiru z pietruszką, solą i pieprzem są dodatkiem do każdego maurytyjskiego obiadu.

Tak jak w Polsce używa się kiszonych ogórków, korniszonów albo chrzanu, tutaj aszardy są nieodłączną, pikantną dostawką do różnch potraw. Najczęściej do przygotowania achardów używa się marchewki, papryki, fasolki szparagowej i kalafiora albo cytryny, zielonego mango i gojawy. Podsmażane na oleju z papryczką chilijską, szafranem i imbirem, doprawia się je octem. Pokryte cieńką warstwą oleju, żeby się nie psuły i pakowane w słoiczki aszardy sprzedawane są na wszystkich targach.

na_targu_mauritius1

Bardzo popularne, i chyba najtańsze ze wszystkich warzyw, są bredy (brèdes). Duże i małe zielone liście (w tym jadalne liście niektórych warzyw): szpinak, szczaw, chouchou, petsai (rodzaj sałaty), songe, itp., służą jako dodatki do dań głównych i składniki wielu zup lub zapiekanek.

KTO MIESZA W GARNCU

Reżim posiłkowy pierwszych osadników składał się głównie z gołębi, papug, dodo, żółwi i owoców morza. Wypuszczone tutaj przez Holendrów na wolność jelenie, zapewniły zapas świeżego mięsa innego niż dotychczasowy drób i, szybko wybite do ostatniej sztuki, gady. Wyspa nie oferowała zbyt wiele do spożycia: trzeba było sprowadzać wszelkie nasiona i sadzonki jadalnych roślin, chronić, pielęgnować i mieć nadzieję, że szczury, szarańcza, cyklony i piekące słońce nie dadzą rady wszystkiemu naraz.

FRANCJA

Po przybyciu na wyspę Francuzów, zwyczaje kulinarne odzwierciedlały dosyć mocno zwyczaje poszczególnych «kręgów towarzyskich». Podczas gdy żabojady gotowały według swojej modły to, co mogły znaleźć na wyspie lub udało im się przywiezć ze sobą, afrykańscy i malgascy niewolnicy trzymali się swoich nawyków. Połączenie się wszystkich obecnych nurtów było już w drodze i nic nie zdołało powstrzymać wspólnego przeniknięcia się tych kucharskich kultur.

Pierre Poivre, którego kontrabanda po wielu perypetiach przemyciła cenne rośliny z holenderskiej Indonezji, zaaklimatyzował na Ile de France egzotyczne przyprawy; goździki, gałkę muszkatołową, pieprz, cynamon i ziele angielskie. Jego mały, przydomowy ogródek usytuowany w posiadłości Mon Plaisir, z czasem stał się jednym z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na świecie. Znany pod nazwą Jardin de Pamplemousse, jest największym ogrodem botanicznym na południowej hemisferze.

Poivre był autorem pierwszych oficjalnych petycji w sprawie ochrony praw natury i wniósł ogromny wkład w powstanie ekologii jako nauki.

ANGLIA

Oprócz lewostronnego ruchu, Anglicy pozostawili po sobie tradycje dolewania mleka do herbaty (tee time jest jedną z maurytyjskich przypadłości 🙂 ) oraz swoje specyficzne poczucie humoru. W kuchni natomiast nie wykazali się olbrzymią pomysłowością. Gdyby ktoś miał jakieś świeższe informacje na ten temat, uprasza się o pozostawienie odpoziedniego komentarza WILKIMI LITERAMI 😀

INDIE

Za sprawą stosowania nowych przypraw, dotychczasowe posiłki, nabrały wyrazu. Wraz z przyjazdem najemnej siły roboczej z Indii, wkradły się na wyspę i zostały tu na zawsze, smażone na oleju cienkie placki z ciemnej mąki (les puris), których używa się do popychania żywności na talerzu i zbierania jej do ust.

Naan lub tandoor to wyrośnięty placek z serem lub bez, upieczony w piecu lub na blasze. Les rotis (farathas), les poori oraz les dhall poori, to trzy rodzaje pikantnych naleśników, z mąki, wody i oleju.

Rotis (farathas) są składane 9 razy i smażone na oleju na patelni. Poori też są smażone w oleju i spożywane same, bez żadnego dodatku. Dhall poori są nadziewane puree z ciecierzycy, a następnie smażone na patelni. Rotis i dhall poori są spożywane razem z cari z sosem lub z chatini. Dobry dholl poori, jest tak delikatny i cienki, że i tak w końcu człowiek upaprze sobie ręce sosem!

Hindusi to w większej części wegetarianie, uprawia się zatem wiele roślin strączkowych (fasola, groch, ciecierzyca, soczewica, soja, bób), bogatych w białko, które zazwyczaj dostarcza się organizmowi za sprawą dań mięsnych. Poza pomidorami, bardzo popularne warzywa, prawie codziennie używane w domowej kuchni to bakłażany, dynia zwykła, dynia piżmowa (butternut), tykwa (calebasse), arbuz, melon, kabaczki, maniok, kolczoch jadalny (chayote lub chouchou), ladyfinger (lalo), owoc drzewa chlebowego, wiele rodzajów ogórka, wśród których margoze odznacza się wyjątkową goryczą, wszelkie bulwy typu ziemniak, słodki ziemiank (patate douce), maniok… no i ryż. O tym ostatnim można napisać zupełnie osobny rozdział! O dużych ziarnach, małych, długich, ryż suchy lub kleisty… Najbardziej popularny jest basmati, ale jest on również najdroższym. Zaskakujący jest widok maurytyjskiej gospodyni, która wynosi ze sklepów ryż w 25 kilogramowych workach, podobnie do Matki-Polki kupującej na obiad ziemniaki…

Hinduska kuchnia pełna jest kolorów i odurzających zapachów, używa bowiem niesłychanych ilości cynamonu, imbiru, kurkumy, kminku, mięty, szafranu i innych egzotycznych spices… ale podobnie do palety podstawowych kolorów, jest prosta i radosna, tak w przyrządzaniu jak i w jedzeniu!

Bardzo popularnymi są posiłki zawierające mięso jagnięce, z kurczaka, dzikich świń i jeleni (lokalne polowania), ryb i owoców morza. Wbrew pozorom, szeroko rozpowszechniony wegetarianizm absolutnie nie ogranicza wyboru mięsnych potraw. Hodowli świń oraz krów, które przypominają trochę zebu z małym garbem na szczycie kłębu jest niewiele, wieprzowinę i wołowinę importuje się więc z Brazylii i Południowej Afryki. Francuzi tak bardzo przecież kochają swój l’entrecôte marchand de vin, gigot d’agneau czy boeuf burginon, więcej grzechów nie pamiętam… Francuz pasa zaciśnie, ale wino, ser i de la bonne barbaque (mięso), na stole muszą być!

Nie każdy jednak może sobie pozwolić na świeże, importowane mięso. Większość małych gospodarstw hoduje w obejściu kozy (cabris) tak dla ich mleka jak i mięsa. «W obejściu» nie aż tak dokładnie, bo łażą sobie takie po ulicach, skubią co się da i… srają gdzie popadnie! Za nimi latają na pół obdarte z pierza gęsi, kaczki i chude, na wysokich łapach kury, tzw. „rowery”.

CHINY

Kolejne ogniwo stanowi kuchnia chińska, rozbudowując jeszcze doraźniej rożnorodność kuchni maurytyjskiej. Swymi tradycyjnymi przepisami na pekińską lakowaną kaczkę, aromatyczne, przejrzyste sosy kantońskie, wprowadziła ona na wyspę nowe techniki obróbki świeżych produktów.

Niezwykle wyrazista kuchnia syczuańska ma ponoć za zadanie przywrócić zachwianą przez gorący i wilgotny klimat równowagę między yin i yang… zatem wiele sino-maurytyjskich rodzin gotuje wściekle pikantne domowe dania! W każdej chińskiej knajpie na stołach królują seksowne, plastikowe buteleczki. W zielonej mieszka piment, w czerwonej sos octowy, lub na odwrót. Nieważne, bo buteleczki często się uzupełnia, żaden szanujący się Maurytyjczyk bez tych dodatków nie zje ani mine frit (chiński zapiekany makaron z warzywami, krewetkami, kurczakiem i pokrojonym omletem) ani bol renverse (ryż z brunatnym sosem oraz warzywami podawany z miski, którą w momencie serwowania wywraca się na talerz do góry dnem, aby na samej górze znalazło się sadzone jajko, które wcześniej było na spodzie naczynia).

JAPONIA

Ostatnio bardzo modne stały się elementy kuchni japońskiej – sushi (owinięte w algę kawałki ryby na ryżu przyprawionym octem), sashimi (cieniutkie kawałki surowej ryby przyprawione wasabi – zielonym chrzanem, maczane w sosie z soi), sukiyaki (smażone w oleju ryby i owoce morza), tempura (panierowane krewetki lub jarzyny). Niektóre restauracje urządzają prawdziwe spektakle przed klientami, bowiem kuchnia na żywo jest niesamowitym doświadczeniem tak dla podniebienia jak i dla oczu.

Dzisiaj, dzięki codziennym lotniczym rejsom, mamy dostęp do świeżego mięsa z kangura i strusia z Australii, sprowadza się moule z Nowej Zelandi i Francji, można kupić szkockiego wędzonego łososia, langusty i kraby z Bretanii… wybór świeżych produktów z całego świata jest ogromny! Trzeba tylko mieć na nie konkretne pieniądze…

EGZOTYCZNIE? WOW!

Najbiedniejszym, lub najbardziej zakorzenionym w kreolskiej tradycji pod tytułem «radź sobie jak możesz», pozostaje jeszcze łapanie wszystkiego innego, co nadaje się do spożycia. Mowa tutaj o tenerku (tenrec ecaudatus), małym gryzoniu podobnym do europejskiego jeża, przyrządzanego w gulaszu lub w cari. Ponoć jego pieczyste należy umieć odpowiednio przygotować… i umieć znieść specyficzny zapach podczas gotowania (czytaj niesłychany smród), ale ponoć ktoś, kto go raz zakosztował, długo jeszcze się oblizuje na samą myśl o tym majstersztyku!

Nie da się zaprzeczyć, że ten i inne, dziwne kuchenne zwyczaje panują jeszcze na maurytyjskim lądzie. Cari de singe na przykład, czyli cari z małpy lub cari z nietoperza (chauve-souris)… choć coraz rzadziej, coraz nieśmielej, gdyż ten i ów przepis nie podoba się członkom ochrony przyrody i innym Brigitte Bardot, wytykającym abberacje prymitywnego społeczeństwa. Swojska siemiężność ma urok tylko wtedy, gdy chce się jej człowiek przyjrzeć sercem, gdy zastanowia się, co zyskał jego dziad zamieniając motykę na krawat w zakopconym mieście. Ten najbardziej śmierdzący, kozi folklor jeszcze nie dojrzał do „wielkich” zmian. I tak na przykładzie garnka, widać, jak rdzenny Mauritius broni się przed mondializacją. Bogu dzięki! Ale jak długo jeszcze?

NIEZGŁĘBIONY OCEAN

Pora na owoce morza. Francuskie les fruits de mer, angielskie sea food to kraby i inne skorupiaki (ślimaki carcassailles, faille-faille, cipayes, p’tits poules), jeżowce o intensywnym, jodowym smaku, mule, ostrygi, kalamary, krewetki (chevrettes), langusty i homary. Królową maurytyjskigo, morskiego stołu pozostaje jednak niepodwarzalnie ośmiornica (l’ourite).

co_zjesc_na_mauritiusie-collage

Prawdą jest, choć niechętnie się o tym wspomina, że cały ten oceaniczny kram służy głównie do robienia pieniędzy na turystycznych zachciankach. Każdy Maurytyjczyk ma kogoś w rodzinie, kto chodzi na ryby i zakłada tzw. casiers (plecione koszyki-pułapki), zbiera jeżowce… nikt ze zdrowych na umyśle lokalnych nie udaje się do sklepu po langusty. Nikt nie zamawia w restauracji olbrzymich krewetek i homara, bo wujek Vikash przyniósł wczoraj cały kosz tego robactwa, więc po co płacić krocie, jeśli można zjeść świeże seafood w domu, za darmo? Dobrze jest uzmysłowić sobie tę rzecz, zanim poprosi się taksówkarza żeby zawiózł nas do «na homara do dobrej i niedrogiej restauracji». Całkiem możliwe, że restauracja okaże się dobra, ale po przystępnej cenie? Nigdy!

Na targu można znaleźć świeże produkty po całkiem normalnej taryfie, wystarczy jednak rzucić okiem w kierunku wszędobylskich much i ochota na morski talerz szybko przechodzi. Warunki higieniczne ulicznych straganów odbiegają nieco od europejskich wyobrażeń o konserwacji świeżych ryb. W Port Louis na targu, ryby wystawia się na sprzedaż po południu, a nie rano, jak w Europie. Tylko dla odważnych. Lokalnym wydaje się to nie przeszkadzać i ten kto nie miał czasu na poranny połów, chętnie bierze w gazetę parę rougets czy innej dorady.

Turystom pozostaje jeszcze jedna możliwość – po odbyciu tzw. „big game fishing” (dalekomorski połów) można spróbować pochwalić się swoim trofeum w hotelowej kuchni. Całkiem możliwe, że szef zgodzi się na przyrządzenie zdobycznej ryby, trzeba jednak najpierw jasno postawić sprawę i z uśmiechem zaakceptować warunki takiej usługi. Thon, dorade, kingfish, wahoo, marliny, bécune, bonite, capitaine, rouget, to tylko parę z wielu gatunków jakie łowi się i spożywa na Mauritiusie. Dobrze pamiętać również o niebezpiecznych, toksycznych gatunkach, które z pomocą lokalnego skeepera szybko można zidentyfikować i spowrotem wypuścić do oceanu. Każdy poważny rybak – wczasowicz powinien poszukać tych informacji przed wypłynięciem na połów.

NA ULICY, NA PLAŻY

Tymczasem, przy ulicznych garkuchniach już od godziny 8.00 ustawiają sią kolejki za faratą. Faraty nadziewane curry z rougaille, ciecierzycą, z pimentem lub bez. Do gazety dwa placki i wio! To takie zwykłe, niedrogie i pożywne rozpoczęcie dnia. Jedzenie na ulicy jest popularne i nie dziwi nikogo, gdy widzi się elegancko ubranego businessmana jak jedną ręką zajada ze smakiem swoje śniadanie z gazety, a w drugiej trzyma Iphona.
Na bagażniku roweru lub specjalnie zaaranżowanym wózku, ze szklaną gablotą lub zwykłą, drewnianą skrzynką, kamionetki albo inne dziwnego pochodzenia pojazdy, wypełnione po sufit garnkami i akcesoriami kuchennymi starają się w porze obiadowej obsłużyć jak najwięcej klientów.

Za 12 Rs można już pojeść. Gâteau piment albo gâteau arouille (kuleczki z ciasta i jarzyn przyprawione pimentem) i samoussas (małe trójkąty faszerowane mięsem lub jarzynami) są klasyczną przekąską na maurytyjskiej ulicy. Sprzedaje się je na sztuki.

Beignets de pomme de terre, beigners d’aubergines (bringelles), to ziemniaki lub bakłażan otoczone czymś, co przypomina ciasto naleśnikowe usmażone na oleju. Daleko tym smakołykom do dietetycznych dań, ale są palce lizać!

Na plaży zjeść można les boulettes, małe kulki chińskie nadziane mięsem, rybą lub jarzynami, gotowane na parze, zalane chudym rosołem. Pływa w nim zawsze świeżo przycięta, zielona cebulka, a talerz zawsze jest styropianowy… hej, ci tam mondializacja… jak się ma szczęście, to zje się z kolorowej miski z plastiku, umytej zaraz po poprzednim kliencie. Co dziwo, nikt nigdy nie choruje, zapewnie z powodu szybkiego „schodu” towaru, który po prostu nie ma czasu żeby się zleżeć!

Chyba najlepsze na świecie boulettes można zjeść u Ah-Konga na plaży w Albion (nie mówcie nikomu, to tajemnica!) Najfajniejsze jest to, że zjeść można wszędzie, o każdej porze dnia, wystarczy tylko zapytać.

POGODA DLA BOGACZY

Nie możemy zapomnieć o sałatce milionera (z serca palmy) i o wędzonym merlinie. To taki klasyczny „zestaw dla bogatych”… Gdy ktoś chce podjąć w szczególny sposób swych gości, na stole pojawia się legendarna sałatka z jadalnej palmy (dictyosperma album), przyprawiona na różne sposoby. Palma musi rosnąć siedem lat, aby jej serce nadawało się do spożycia. Wycina się jej główny trzpień, podobny trochę do kłąba kalarepy lub kapusty i podaje cienko szatkowany, najczęściej z sosem vinegrette. Zużyta palma obumiera i trzeba posadzić na jej miejsce nową. Choć dosyć drogie, serce palmy można kupić w każdym supermarkecie, a pakowane próżniowo białe owalnego kształtu kawałki o wadze około 500 gramów i więcej, doskonale znoszą podróż w samolotowej walizce.

Piment wymieszany z cukrem z trzciny cukrowej, podawany z malutkimi ananasami Victoria szczypie w język i przetyka nos. Całe szczęście, że ananasy są niesłychanie słodkie i nie mają twardego środka, więc można je schrupać w całości! Ślina leci już na sam widok małych przezroczystych paczuszek sprzedawanych dosłownie wszędzie! Tak samo podaje się świeże, obrane mango lub owoce bilimbis: w plastikowym, malutkim woreczku, jako świetnie przygotowana porcja dla jednej osoby. Połączenie słodkiego smaku owocu z ostrym pimentem jest przyjemne i równie zaskakujące. W niektórych w domach świeży ananas podaje się na deser z… solą.

CO PIĆ ?

Wszystkie te przyjemności trzeba będzie czymś zapić. Woda z kranu jest zdatna do picia (Maurytyjczycy konsumują ją codziennie), ale w celu uniknięcia zachorowania podczas wakacji (flora bakteryjna przewodu pokarmowego Europejczyka jest odmienna od flory bakteryjnej lokalnych mieszkańców), zalecane jest spożywanie wody mineralnej. Kranówką jednak można bez żadnego ryzyka myć zęby i całe ciało. Koniec z wymówkami, marsz pod prysznic!

Na bazarze najczęściej kupuje się napój zwany alouda, przygotowywany z mleka przyprawionego syropem truskawkowym, esencją migdałową lub wanilią i szczyptą agar-agar (roślinna substancja żelująca). Szczyt łakomstwa to dodanie do kubka garści nasion bazylii (tokmaria) i kulki lodów waniliowych. Ogólny aspekt napoju, gdy czarne, nabrzmiałe kulki pływają w różowym lub żółtym mleku, trochę odstrasza, ale warto spróbować. Najlepszą aloudę sprzedaje Pillay na bazarze w Port Louis.

Dosłownie wszędzie można kupić owoce palmy kokosowej. W zależności od stopnia jego dojrzałości, po wypiciu mleczka można wyskrobać z łupiny galaretowatą masę, lub bardziej chrupiący, twardszy kokos i rozkoszować się jego nieporównywalnym smakiem.

kokos_do_picia

Piwo – jedyna browarnia znajduje się w Phoenix, gdzie oprócz produkcji jasnego piwa o całkiem przyzwoitym smaku, rozlewa się również Guinessa. Oprócz Phoenixa, sprzedaje się również piwo marki Stella, Blue Marlin i Black Eagle. Nic lepszego od zimnego piwka w cieniu palmy!

Mauritius słyanie z produkcji świetnego rumu, począwszy od bardziej poślednich gatunków (White Diamont), używanych do przyrządzania tzw. rhum arrangé z owocami, poprzez Green Island, idealnego do robienia punchu, aż do najwyśmienitszych, rhum de Chamarel, rhum de Château de Labourdonnias czy w końcu rhum de Saint Aubin. Te ostatnie odpowiadają normom smakowym światowego poziomu i stanowią „the must” turystycznych zakupów.

Mauritius z pewnością nie jest znany ze swoich win, ale importuje jednak winogrona z Republiki Południowej Afryki, które następnie są tu poddawane winifikacji. „Maurytyjskie Wino” pojawia się w menu niektórych restauracji. Tyle, aby zaspokoić swą ciekawość, można sobie pozwolić na kieliszek. Bardzo popularne są tutaj wina z Południowej Afryki, natomiast wina francuskie serwuje się raczej po to, aby zamknąć usta francuskim snobom w najdroższych hotelach i zasobnym sznawcom, gdyż trunki te figurują zawsze na najwyższych (czytaj najdroższych) półkach.

Zwykłym śmiertelnikom pozostaje do zaspakajania pragnienia herbata i kawa. Obydwie są uprawiane lokalnie, obydwie przetwarzane są w tradycyjny, rzemieślniczy sposób i tak właśnie je się podaje. Prosto i bez ceregieli. Ale herbatę zawsze z mlekiem… to taka spucizna, so british!

SAM DOPRAW SOBIE SWÓJ DZIEŃ…

Choć ceratka czasem lepi się do łokcia, buteleczki z przyprawami obsmarowane są bliżej niestwierdzonymi substancjami, w ubikacji pod rurą przemknie karaluch, a sam gospodarz nosi nieświeży fartuch, warto zakosztować autentycznej kuchni. Zasda zawsze jest ta sama: gdzie tłok albo kolejka, rozgardiasz, muzyka i roześmiani ludzie, tam dają dobrze zjeść.

Kuchnia to najlepszy sposób wiązania relacji międzyludzkich i łagodzenia konfliktow! Zagadajcie kogoś z pełną buzią, to najpierw się uśmiechnie, przełknie, a potem… nie ręczę za ciąg dalszy, może skończyć się wymianą telefonu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s