Cała prawda o Dodo i nawet trochę więcej

Na hasło „biały niedzwiedź”, macie przed oczyma topniejącą lodową krę i chudego niedźwiadka? Ja też.

Od wieków, nieustannie wymierają kolejne gatunki zwierząt. Przyczyn jest wiele: degradacja środowiska naturalnego, kłusownictwo, nadmierne połowy lub ekspansywne polowania, wędrujące choroby, niewłaściwa eksploatacja zasobów naturalnych, nasze codzienne przyzwyczajenia, chorobliwa konsumpcja, wszechobecny plastik… Pracowaliśmy na to długie lata i czas już, aby uzmysłowić sobie, jak daleko zaszła niszczycielska siła homo sapiens.

Gdy powiem: niedźwiedź brunatny, tygrys syberyjski, nosorożec, słoń afrykański, gepard, orangutan… których zasoby nie przekraczają kilku tysięcy lub jedynie kilkuset dojrzałych osobników, potraficie przecież wyobrazić sobie wygląd danego zwierzęcia.  Ja też, bo widziałam je kiedyś w telewizji, w ZOO lub w książkach. Są szczęśliwcy, którzy spotkali je „w naturalnym środowisku” (cokolwiek to nie znaczy). Ale czy nasze wnuki w przyszłości zajarzą, o czym mówiliśmy?

Dodo – instrukcja obsługi

Za jego życia Dodo często był uważany za błąd natury; istniejące opisy rzadko można było zinterpretować na jego korzyść. Za brzydki na rajskiego ptaka. Zbyt ciężki, żeby latać. Za głupi, żeby przeżyć? I kto tu komu przeszkadzał, ja się do jasnej Anielki, pytam?! Mówią, że zjedli go Holendrzy, ale nie wolno o tym głośno mówić, jeszcze się jaki Holender obrazi! Ale jak by się uparł…

Holendrom wystarczylo mniej niż 100 lat, żeby zetrzeć z niewielkiej powierzchni Mauritiusa jedyny w swoim rodzaju gatunek – Raphus cucullatus – zwany popularnie „Dodo”.

Początki nazwy „Dodo” są niejasne, ale niektórzy przypisują je holenderskiemu słowu dodoaars odnoszącemu się do ptasiego węzła piór.  Według słownika portugalskiego, słowo to pochodzi od doido, co oznacza „głupiec” lub „szalony”. Portugalczycy odwiedzili wyspę po raz pierwszy w 1507 roku, ale nikt wtedy nie pokusił się o spłodzenie jakiegoś tekstu o ptakach. Na pierwsze udokumentowane zapiski trzeba było poczekać do początku XVI wieku, gdy holenderscy odkrywcy zabrali się za eksploatację (czytaj niszczenie) wyspy. Długo nie wiedziano do jakiego rodzaju zoologicznego go przypiąć i w końcu ustalono, że należeć będzie do gołębiowatych.

ptak_Dodo_Mauritius

Jeden z najsłynniejszych i najczęściej kopiowanych obrazów okazy Dodo, namalowany przez Roelanta Savery w późnych latach dwudziestych XVII wieku.

 

„Szeroki tyłek”, holenderskie przezwisko zobowiązuje

Niezgrabne i naiwne Dodo prowadziło rajskie życie: na wyspie nie było żadnych drapieżnych ssaków, gadów, a nawet dużych owadów, zatem nie miało ono potrzeby wynajdowania jakichkolwiek naturalnych mechanizmów obronnych. Gdybyście nie musieli uciekać przed drapieżnikiem, też zatracilibyście umiejętność latania 🙂

Ptaki te przybierały na wadze pod koniec mokrej pory roku, a chudły podczas suszy, gdy trudniej było z jedzeniem. Przyklejono im etykietkę żarłoków, ale  prawdopodobnie większość przedstawianych na rysunkach osobników była uwięzionymi, przekarmionymi Dodo.

Dodo_historia_Mauritiuszdjęcie Wikimedia Commons

Kto zawinił? Modus operandi

W najśmielszych snach, nikt nie spodziewał się tego, czego dokonali pierwsi kolonizatorzy Mauritiusa. Wiele starych rysunków przedstawia żeglarzy, którzy wabią zielone papugi z wierzchołków drzew, chwytają je za skrzydła, pakują w klatki. Dalej na plaży widać stos ciał Dodo, a obok nich dobija się setki innych ptaki i żółwie. Na horyzoncie jawią się statki, zwiastuny zniszczenia… Brrr…

Jedni żeglarzy bronią, inni obwiniają, skądinąd sytuacja przypomina mi (i doskonale wiem dlaczego) „Krzyżówkę” Hemara 🙂

Dodo wykluwał się z pojedynczego jajka składanego na trawiastym podłożu, gdzieś głęboko w lasach Mauritiusa. Do tej pory Pani Dodowa gniazda nie budowała, bo po co? Zatem ufny ptak i jego jaja łatwo padały łupem wiecznie głodnych żeglarzy.

Rzeczywistym problemem byli nie tyle sami ludzie, ile to, co przywieźli ze sobą: koty, szczury, małpy, króliki, świnie i inne, drapieżne zwierzęta. Sprowadzone tu świadomie lub przypadkowo spowodowały nie tylko zagładę Dodo, ucztując na jego jajach i konkurując z nim o żywność i zasoby, ale wyeliminowały one wielu innych przedstawicieli rajskiego drobiu.

W czasach, gdy zwierzęta z całego świata stoją przed podobnymi zagrożeniami, Dodo pozostaje żywą metaforą ekologicznej degradacji. 

Gatunek ten nie wymarł z powodu spragnionych krwi żeglarzy, ale raczej ze względu na zwykłą ludzką nieumiejętność rozważenia wtórnych skutków swych działań.  I jak zwykle, jest już za późno, aby to naprawić.

Szkielet_dodo_Natural_History_Museum_London_England

Badania, znaleziska, eksponaty, fakty

Ostatniego żywego Dodo widziano około 1662 roku. Jego zniknięcie nie zostało natychmiast zauważone, a niektórzy w ogóle uważali go za mityczne stworzenie! Są jednak dowody na to, że nie był on wyłącznie legendą.

Dwa listy z dnia 18 czerwca 1628 roku, wysłane z Mauritiusa przez kapitana Emanuella Althama do swego brata Edwarda wspominają o przekazaniu rodzinie żywego Dodo w prezencie. Kapitan zdawał sobie sprawę z rzadkości specymena, jednak nie przejmował się tym, jak wytrzyma on wyprawę do Anglii (do hrabstwa Essex) i co będzie dalej!!!

Tak więc, Dodo popłynął na Kontynent. Nie wiemy czy był to osobnik męski czy żeński, stary czy młody, jak zniósł podróż?… Jakoś ją przemęczył, bo ponoć stanowił uciechę na pewnym wiejskim podwórku. Wyobrażacie sobie paradującego Dodo wśród domowych kur i gęsi?!

szkice_jak_wygladal_Dodo

Szacuje się, że około 17 Dodo zostało wysłanych za granicę na początku XVII wieku. Chociaż w żadnym razie nieudomowione, Dodo miało rozwinięte poczucie przynależności społecznej, gdyż przychodziło z pomocą swym bratankom i chroniło swoje młode. Holenderscy marynarze opowiadali, jak wielce przyjaznym może być Dodo. Volkert Evertsz (w służbie holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej) napisał w 1662 roku: „…Trzymałem jednego za nogę. Gdy zaczął płaczliwie się skarżyć, inne przybiegły, by pomóc więźniowi…”

Któreś z Naszych Wywiezionych Dodo zostało prawdopodobnie zauważone w 1638 roku przez teologa Sir Hamona L’Estrange’a. Odwiedził je w Londynie, gdzie zostało wystawione jako publiczna atrakcja, w małym budynku niedaleko Lincoln’s Inn Fields. „Trzymano go w komorze” – wspomina L’Estrange. „Strażnik nazwał go Dodo. Pomieszczenie, w którym je trzymano wyłożono kamieniami żwirowymi (niektóre były duże jak gałka muszkatołowa), a dozorca powiedział nam, że Dodo je połyka, bo potrzebne mu są do trawienia”.

Nikt tak naprawdę nie znał długości życia zdrowego Dodo. Jednak sama wielkość ptaka sugeruje, że mogło ono żyć znacznie dłużej niż inne gatunki gołębi – prawdopodobnie ponad 15 lat.

Osobnik widziany przez L’Estrange w końcu zdechł i gdzieś pomiędzy 1638 a 1652 jego szczątkami zaopiekowała się rodzina Tradescant. Przyrodoznawca John Tradescant Senior był żarliwym kolekcjonerem okazów i osobliwości. W 1638 roku jego syn John Tradescant Junior przejął ojcowska kolekcję w Lambeth. Po jego śmierci zbiór odziedziczył przyjaciel, Elias Ashmole, a 20 marca 1683 r. kolekcja została przeniesiona do nowego Muzeum Ashmolean w Oxfordzie. Wyjątkowy eklektyzm tego miejsca sprawił, że oksfordzcy intelektualiści nazwali je „knickknackatory”. Dodo wydawało się tam królować pośród innych eksponatów, tak że z końcem XVII wieku nudny Ashmole stał się czymś naprawdę wyjątkowym.

Nie trzeba było wnikliwej inspekcji żeby w 1755 stwierdzić, że wspaniałe Dodo uległo zniszczeniu. Większość jego tułowia, skrzydeł i upierzenia została zjedzona… Dobrały się do niego roztocza i inne szkodniki, co często zdarza się wypchanym okazom. Wszystko co z niego zostało, to jedynie łapa i czaszka oraz unikalny fragment miękkiej tkanki (skóry i śladów piór), resztę spalono. Ostatnie naturalizowane szczątki (czaszka i  prawa noga) uratował z płomieni William Huddersfieldowit, świeżo zatrudniony pracownik muzeum… Wciąż możemy zobaczyć je w Oksfordzie, ale teraz już tylko w Uniwersyteckim Muzeum Zoologii. 

czaszka_dodo_mauritius

Cudem ocalona głowa jest dziś ostatnim śladem postaci Dodo na świecie. W ten sam sposób Królewskie Towarzystwo Anglii, utworzone po Muzeum w Londynie, zachowało z kolei kompletną nogę Dodo. Wreszcie w muzeum-Zoo w Kopenhadze znajduje się cały dziób.

Dodo miał kuzyna

653 km na północny wschód od Mauritiusa leży wyspa Rodrigues  o powierzchni 107 km2. Odkrył ją portugalski nawigator Don Diégo Rodriguez, który „wylądował” tam w 1528 roku. Kolonialna przeszłość tej wyspy przypomina Mauritius, chociaż niewolnictwo wcale nie miało tam kontekstu systemu plutokratycznego. Na tej wyspie żył ptak podobny do Dodo, nazwany Solitaire („Samotny”) lub Pezophaps solitarius (Gmelin 1788).

O Solitaire wiemy z ilustracji i rzadkiego, ale bardzo szczegółowego świadectwa pisemnego pod tytułem „Podróż i przygody François Leguata i jego towarzyszy na dwóch opuszczonych wyspach Indii Wschodnich” (Londyn 1708).

Na Rodrigues zakotwiczało niewiele statków. Wyspa jest osiemnaście razy mniejsza niż jej starsza siostra, a tym samym pierwotne środowisko „Samotnego”, znacznie mniejszego niż obszar którym dysponował Dodo. Nic więc dziwnego, że brat Dodo zniknął około siedemdziesiąt lat po jego odkryciu…

Dawna legenda, dzisiejszy symbol

Dzisiaj Dodo jest stałym elementem parady najsłynniejszych zwierząt świata. Jego popularność wynika w dużej mierze z sukcesu książki wszechczasów „Alice in Wonderland” (Alicja w Krainie Czarów) Lewisa Carroll’a, która ukazała się w Londynie w 1865 roku.

George Clark, nauczyciel z Mahébourga, w 1865 r. odkrył pierwsze resztki Dodo w miejscu zwanym „Mare aux Songes” („Staw marzeń” – nazwa pasująca do snucia bajek?), niedaleko miasta Mahébourg. Wszystkie te odkrycia zostały wysłane do Londynu, gdzie Richard Owen, kurator Muzeum Historii Naturalnej, podjął próbę pierwszej rekonstrukcji całego szkieletu Dodo. Kolejne znaleziska kości (październik 2005), przy okazji konstrukcji pasa startowego na lotnisku SSR w Mare aux Songes na Mauritiusie , pozwoliły na rekonstrukcję następnych kilku szkieletów.

dodo-alicja-w-krainie-czarou0301w

Jeden z nich można zobaczyć w parku La Vanille na południu Mauritiusa, inny w Port Louis w Natural History Institute.

Na Mauritiusie Dodo jest symbolem wytrzymałości i długożywotności podobnie jak tambalocoque (Calvaria major, Sideroxylon grandiflorum), unikatowe endemiczne maurytyjskie drzewo, które może dożyć nawet 400 lat. Niektórzy utrzymują, że pewnie nawet dłużej… Amerykański naukowiec Stanley Temple uważał, że wraz ze zniknięciem dodo, drzewo to nie mogło już się rozmnażać i wysunął tezę, że częściowe strawienie nasion tej rośliny przez naszego Raphus cucullatus było warunkiem ich kiełkowania. Okazało się to później nieprawdą. Jednak związek dodo / tambalacoque trwa do dzisiaj, bo trudno obalać legendy !

Nasz dziwoląg wielokrotnie służył za malarski model. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, czy obrazy te zostały wykonane na podstawie żyjących zwierząt… Istnieją liczne portrety Dodo (Dodo z Pragi, Dodo z Amsterdamu, Dodo z Suratu…) jednak nie ma dowodów na to, że modele w momencie tworzenia obrazów były one jeszcze żywe… a nie po wizycie u taksydermisty.

Dodo znajduje się też w herbie Mauritiusa – Dodo z lewej i jeleń z prawej są ażurowane srebrem z czerwonym grzbietem – na pamiątkę herbu rodzinnego ówczesnego gubernatora Sira Cavendisha BOYLE’A. Ptak ten stał się symbolem tożsamości narodowej na Mauritiusie, swego rodzaju synecdochą wyspy i jej związkiem z kolonialną przeszłością.

herb_flaga_mauritius

Oprócz symbolu narodowego dodo służy swymi kształtami do ozdoby biżuterii fantazyjnej i akcesorii z polerowanej skorupy orzecha kokosowego lub muszli, reprodukcje dodo z łetalu, drzewa, kamienia, wyszywane, malowane, rzeźbione, grawerowane w skórze… na tysiące różnych sposobów.

Martwy jak Dodo?

Czyż Anglicy nie deklarują czegoś „tak martwego jak Dodo?” Za jego nieodwołalnym zniknięciem kryje się ciągle fantazja o jego sklonowaniu…

Dr Charlie Shaw z University of Durham, ekspert w dziedzinie DNA zaginionych zwierząt przedstawił pomysł, że po odtworzeniu łańcucha genetycznego Dodo byłoby to możliwe w bliżej nieokreślonej przyszłości… poprzez wstrzyknięcie go do jądra jajka pewnego gołębia Nicobar… Jednak Dr Ken Joysey, paleontolog z Cambridge University uważa, że odtworzenie idealnego Dodo może okazać się niemożliwe tylko dlatego, że kod genetyczny ptaka istnieje  w zbyt drobnych fragmentach. „Niewielki błąd doprowadziłby do powstania niezrównoważonego zwierzęcia i mógłby okazać się śmiertelny”.

Z drugiej strony, wiarygodną i już rozważaną alternatywą byłoby sztuczne stworzenie ptaka bardzo przypominającego Dodo. Zaczynając od swego bliskiego kuzyna, gołębia Nicobara, poprzez selekcję i krzyżowanie, moglibyśmy z łatwością osiągnąć całkiem niezwykły i przekonujący wynik. Dzięki tej metodzie dr Eric Harley, naukowiec z Uniwersytetu w Kapsztadzie w Południowej Afryce próbuje wskrzesić (począwszy od zebry, która posiada pewne geny wymarłego gatunku) „quaggę”, swego rodzaju konia, który zniknął z powodu zbyt agresywnego polowania.

(17 listopada 2016) szkielet ptaka Dodo sprzedawany na aukcji w Anglii.

Przyszłość pokaże czy potrafiliśmy się opamiętać

Nieszczęsna historia tak niespodziewanie wymarłego Dodo to niezwykle ważna lekcja o wrażliwości ekosystemów wyspiarskich i gatunków endemicznych, które dostosowały się do ich unikalnego środowiska. Pozostaję nam tylko wyciągnąć z niej wnioski, zanim sięgniemy po kolejny plastikowy woreczek…

I kto tu komu przeszkadzał, ja się do jasnej Anielki, pytam?!

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s