China Town na Mauritiusie

Zaskakujące China Town (Port Louis)

Zwariowane, ale jakże wygodne miejsce! Wszystko pod ręką: oprócz tanich zabawek dla dzieci, butów, narzędzi i plastikowego sama-nie-wiem-do-czego-to-służy, w tutejszej aptece możesz kupić garnek, a w księgarni dostaniesz doniczkę, sznurki i szampon.

czego ja tu szukam

Jestem tu nie pierwszy raz, ale dopiero dzisiaj mam czas się rozejrzeć. Chyba tak należy się do tego zabrać… nie przychodź tu, jeśli brakuje Ci czasu. Oczywiście można gnać, „zaliczać” kolejne punkty, szybko porobić parę zdjęć, bo maurytyjskie China Town rozciąga się zaledwie na przestrzeni 500 metrów w linii prostej (od bramy do bramy – tzw. „friendship gates”). Dzielnica stanowi część miastowej aglomeracji: podczas pierwszej fali imigracji chińskich robotników na Mauritius w XVIII wieku, kolejni kupcy osiedlali się wzdłuż ulicy w centrum Port Louis i tak jest do dzisiaj. Istnieje jednak ryzyko, że skupiając się na głównej „arterii” (ma się wrażenie, że tylko Royal Road warta jest uwagi), pominie się wcale nie rzucające się w oczy, a przecież ciekawe miejsca. Zatem, nasze China Town zasługuje na odrobinę wysiłku, i nie mówię tu o wysiłku z buta. Zapomnijcie o szukaniu „fusion życia duchowego i gastronomii”. To nie ta bajka.

bliskość innych kultur

Jak na chińską dzielnicę przystało, niemało tu Chińczyków, ale podobnie jak na całej wyspie, mieszają się tutaj przybyli w biznesowych sprawach Hindusi, robiący sprawunki Kreole, cykający zdjęcia biali turyści i sam Bóg wie kto jeszcze…

Przed główną bramą, której przegapić nie można (charakterystyczne zawinięte rożki dachu pokrywającego wejściowy łuk), uwagę przykuwa… meczet! Poniższe zdjęcie ukazuje widok już od strony China Town. Biało-zielona muzułmańska świątynia znajduje się dosłownie o parę metrów od chińskiej dzielnicy i nikomu to nie przeszkadza! Można? Można!

China Town w Port Louis

brudno, ciasno… klimatycznie!

Panuje rozgardiasz, bałagan i niemały brud na wąskich, dziurawych chodnikach. Dzielnica ma swój urok, jeśli tylko zapomni się o nieprzyjemnych zapachach i walających się pod nogami odpadkach. Wszystko zależy od „Eli”. Eli posprzątają dzisiaj i będzie czysto, eli im się nie będzie chciało. Serio, czasem można się zdziwić. W obydwie strony.

img_4144

Zagracone, wąskie jak kiszki sklepiki (butik sinwa – wymawiaj „butik sinła”) wyglądają tak samo jak dwieście lat temu. Matrona matka siedzi za kratkami (czytaj: w kasie), chude jak szczapy dziewczyny uwijają się między uginającymi się pod ciężarem towarów drewnianymi półkami, a zupełnie w tyle „na zapleczu” drepta wiecznie inwentaryzujący ojciec. Na schodkach przed wejściem, dziadek na kolanach bawi wnuka, a bezzębna babcia (Old Popos) w niebieskim mundurku Mao, właśnie przytaszczyła pachnący obiad dla całej ferajny. Zaraz będą jeść trzymając dymiącą miskę pod brodą, albo przycupną na chwilę na nieodpakowanym jeszcze kartonie, by chlipnąć herbatki z termosa.

f0f8b113-264d-4568-90d4-6ff34b33cadf

Choć chińsko-maurytyjska społeczność kurczy się, sklepy zamykają, stare budynki chylą ku ruinie, młodsi wolą mieszkać za granicą niż przejąć sklep rodziców… to ten mały zakątek Port-Louis, ciągnący się od rue du Dr Jospeh Rivière do rue de la Paix zachowuje wyjątkową atmosferę. Warto zapuścić się w kolejne odnogi głównej ulicy, by odkryć tam stare ciemne sklepy z narzędziami, wyrobami blacharskimi, małe restauracje, gdzie można zjeść pierogi czy mięsne kulki (boulettes), krewetki, kurczaka, jagnięcinę i słynny chiński makaron. Pełno tu straganów sprzedających tradycyjne słone lub słodkie ciasteczka.

Czy kiedykolwiek kupiłeś jedno z tych ciasteczek „Fortune” w zamerykanizowanej chińskiej restauracji bufetowej? Nie przegap tej okazji! Trzeba je przełamać. Zapytaj o coś, a następnie upuść je na podłogę. Zwróć uwagę na dwa kawałki drewna; ułożą się tak, jak ułoży się Twój los. W zależności od tego jak wylądują, otrzymasz odpowiedź na „tak” lub „nie”.

Chińczycy zawsze udzielali sobie nawzajem kredytu unikając w ten sposób zadłużania się u innych grup społecznych – owa finansowa solidarność utrzymywała przez wieki niepodzielność chińskich funduszy i gwarantowała solidność przepowadzanych transakcji.

Idziemy dalej.

to se ne wrati, Pane Havranek?

Starsi pamiętają czasy, kiedy podręczniki przechodziły od sąsiada do sąsiada, panowała solidarność i poczucie wspólnoty. Mimo że w społeczności chińsko-maurytyjskiej zawsze używało się języka Hakka, mówiło się między sobą po kreolsku. Ich dzieci bawiły się razem, dorastając i wychowując z kolei najmłodszych członków społeczności. Wymieniały się ubraniami i innymi podstawowymi artykułami pierwszej potrzeby. Ponieważ era handlu detalicznego, a często także sąsiedzkiego kredytu, stopniowo się kończy, wiele rodzin przeprowadziło się do innych dzielnic. Pomimo postępu gospodarczego i wysiedlania się China Town, pozostały tu liczne ślady przeszłości. W stuletnim Chińskim College nadal uczy się języka Mandarin.

img_4122

Istnieją jeszcze pewni „vye dimounn” (starzy ludzie) i dwóch lub trzech „kribów” (strażników gier), którzy mieszkają w starych drewnianych chatkach, „ale to wszystko” –  tyle można się dowiedzieć od robotników podczas przerwy na papierosa na chodniku. „Kribowie” są odpowiedzialni za małe domy gier, w których gra się głównie w Mah-Jonga i niektóre gry karciane. Dziś pozostały tylko trzy domy, podczas gdy w czasie świetności China Town było ich dziesiątki.

img_4187-1

Jak długo China Town zdoła odpierać presję nowoczesności? Ta historyczna dzielnica Port Louis pozostaje dziś jedną z najlepiej zachowanych, pomimo zniszczeń wielu starych budynków; ataku czasu i… pieniędzy.

kilka (czasem starannie) ukrytych klejnotów

Dazzling star –  tak zwany „boutik and pharmacy” – czyli chory, chorszy, trup. Wonna chińska apteka i jej medykamenty na wszelkie boleści: proszki, maści, ziółka i  herbatki, ale i figurki, lampiony, kamyczki, posążki, bransoletki i inne gris-gris (amulety). Wydaje mi się, że to suszone owady?! Czyżby to już kompletna alopatia czy ciągle wydaje mi się, że mam szansę wygrać z moim kaszlem w cywilizowany sposób? A tu na dodatek oleje i balsamy, sam zapach potrafi człowieka zmumifikować, i to na amen! Suszone i marynowane warzywa, grzybki (ojoj), sosy… mamma mia… lepiej już sobie pójdę…
(14, Dr Sun Yat Sen street)

chinska-apteka-china-town

Student book Club – posiada materiały na jakikolwiek temat dotyczący chińskiej kultury, legend, mistycznych postaci, sztuk walki, kaligrafii… what else? Można ewentualnie zafundować sobie fotel na kółkach albo szelki podtrzymujące złamaną kończynę, ewentualnie skoliozę… WTF?! To było chyba największe zaskoczenie LOL (Maning House Building, Dr Joseph Riviere street)

ChanCha pagoda – ma już 150 lat i dobrze się przed ciekawskimi ukrywa. Wiecie, że mamy aż pięć pagod w China Town? Ale turyści nigdy tam nie zachodzą. Nie wiedzą jak je znaleźć, a gdy już je znajdą… to i sam Konfucjusz nie pomoże! Dlaczego?…

Strasznie się uparłam, w końcu weszłam na jakieś zapuszczone podwórko, gdzie przez zamkniętą kratę zobaczyłam kawałek czegoś, co nie bardzo przypomina miejsce kultu. To tutaj! Tutaj?! Tak, tutaj. Co musi dziać się w innych świątyniach, skoro w najbardziej znanej, tuż obok głównego ołtarza, mieszkańcy urządzili sobie skład ciuchów, zapasów jedzenia, materiałów budowlanych i innych bliżej nieokreślonych przedmiotów?! Trudno mi przejść nad tym do porządku dziennego, ale przełykam ślinę i udaję, że nic mnie nie rusza. Nie odważyłam się sfotografować zawalonych kątów, gór szmat i brudnych naczyń po niedawnym obiedzie. Pokręciłam się więc jeszcze przez chwilę wśród jedzących / gdakających pań, które wcześniej otwarły mi kraty i grzecznie pożegnałam.
(Dr Sun Yan Sen street, na przeciwko Heritage Court, wejście przez tą czerwoną bramą na dole)

ff38c700-3660-4cd9-9402-d040d0b1828a-1

Anam Snak – chyba najlepsze bouletki w  (na rogu ulicy Venpin i Emmanuel Anquetil)

Wah Luen Hong – psychodeliczna drogeria (57, Royal Road)

Atlantic Club – MahJong – salon tradycyjnych gier. Tutaj możesz stać się potentatem. NIe mylić z impotentem.  (obok Atlantic Store na Jummiah Mosque street)

Win Tai Chong – sklep fajerwerki, petardy i inne hałasujące radości. Robią sobie prawdziwe kokosy w przedzień Nowego Chińskiego Roku. Chińczycy dostają fioła gdy mogą odpalić petardę. Im wyżej i głośniej, tym lepiej. Ponoć odstrasza to złe duchy.  No i wszystkie biedne psy w całej okolicy też!!! Wrrr…. (nie znam adresu)

Sztuka na ratunek

New Chinatown Foundation powstała z myślą o przywróceniu dawnej świetności chińskiej dzielnicy.

Jean Paul Lam, młody maurytyjski przedsiębiorca, chce ożywić China Town. Jego celem jest uczynić to miejsce „pot pourri kultur” (tygiel kulturowy) przy jednoczesnym zachowaniu chińskich tradycji. Chce zamienić je w „Must-Stop turystyczny” dzięki organizacji wydarzeń artystycznych i kulinarnych.

Pierwszy etap tego projektu rozpoczął się już na początku roku, od murali.

4ee688f0-afa8-4002-87cf-afc10db85cf5

Wśród fresków są między innymi portrety Bruce’a Lee, Kung Fu Pandy, Deng Xiao Pinga i Konfucjusza. Kolejnym krokiem jest czyszczenie i odnawianie różnych budynków i umieszczanie latarni na ulicach, aby jeszcze bardziej wyeksponować potencjał tej dzielnicy. Wszędzie zostaną zainstalowane pojemniki na śmieci.

Tego roku odbyła się już 15 edycja „Chinatown Food and Cultural Festival”  czyli Wielki  festiwal żywności i kultury chińskiej.  Jak co roku, ulice oświetlone setkami chińskich czerwonych i żółtych lampionów są zamknięte dla ruchu, żeby każdy bezpiecznie mógł uczestniczyć w koncercie bębnów i fajerwerków, któremu towarzyszą tańczące chińskie lwy. Przyciągając coraz większy tłum, to wydarzenie fascynuje „skarbami” Imperium Wschodniego, a ulice stają się olbrzymim teatrem, w którym występują artyści, akrobaci, tancerze i kaligrafowie. Właściciele sklepów wyciągają swoje produkty na chodniki, stoiska z żywnością sprzedają tony tradycyjnego jedzenia, a tłumy zwiedzających zachwycają się kolorowym spektaklem i słuchają ulicznych grup muzycznych. Co zadziwia, to wszechobecna radość, którą po prostu czuć! Wszyscy są uśmiechnięci, skorzy do gadki, żartów i wymiany opinii na każdy temat! To prawdziwe święto!

Qvo vadis China Town?

To miejsce powinno odnaleźć swą silną tożsamość. A może by tak pewnego dnia zaprosić Jackie Chana by zainaugurował nowoczesny deptak odciskiem swych dłoni? Zdecydowanie pora, by nasze China Town odradziło się z popiołów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s