Le Morne Mauritius – jak wspiąć się na własne szczyty

Jeszcze parę lat temu szczyt Le Morne był zamknięty dla szerokiej publiczności, gdyż była to prywatna posiadłość

Jeśli wierzyć ustnym przekazom, a te przecież zawsze były doskonałą formą popularnego świadectwa, zbuntowani niewolnicy wspięli się na trudny teren góry Le Morne (558m npm), na południowo-zachodnim krańcu wyspy. Zagospodarowali tam niebezpieczne rozpadliny skalne, zadomowiając się w nich na stałe. Inna wersja mówi, że po zniesieniu niewolnictwa, angielskie oddziały wspinały się na górę, aby ogłosić dobrą nowinę zbiegom, ale ci zaskoczeni, rzucili się w przepaść w obawie przed ponownym uwięzieniem. Trzecia relacja ustna mówi, że niewolnicy rzucili się z urwiska, aby uniknąć schwytania przez swoich byłych właścicieli i powrotu do nieludzkiej pracy przy trzcinie cukrowej.

Murzyńskim niewolnikom różnych plemion ukrywającym się w lasach i górach, udało się przekazać kolejnym pokoleniom afrykański styl życia, a nawet częściowo, swoje pierwotne języki…

Legenda, przez lata podejmowana przez licznych pisarzy, nowelistów i romantyków, ulegała modyfikacjom według fantazji pospólstwa, gdyż zawsze przekazywana była ustnie z pokolenia na pokolenie

Aż w końcu, organizacja Morne Heritage Trust Fund, oficjalnie potwierdziła, że zbiegli niewolnicy (malgascy, afrykańscy i hinduscy) zagnieździli się w tym rejonie już między rokiem 1638 a 1710 (okres holenderski), a zjawisko to upowszechniło się od roku 1721 (okres francuski), tworząc wieloetniczną wspólnotę Marrons. Wspólnocie tej udało się przeżyć na niedostępnych białemu człowiekowi terenach. Miejsce to, pod nazwą „krajobraz kulturowy Le Morne”, zostało ogłoszone Światowym Dziedzictwem UNESCO dnia 6 lipca 2008 roku i stanowi narodowy symbol ciemnoskórych, zdominowanych i uciśnionych, którzy z determinacją zmagali się by osiągnąć wolność, godność i szacunek dla ich wartości i kultury.

Jeszcze do niedawna, teren wokół wzgórza należał do osób prywatnych, które odmawiały rządowi zwrotu tej ziemi.

Właściciele utrzymywali wyłączność dostępu na szczyt i dzięki dobrze naoliwionemu marketingowi oraz zamkniętemu kręgowi przewodników luksusowych hoteli, zarabiali niemałe pieniądze na sprzedaży pieszych wycieczek. Wykorzystywano fakt, że miejsce to jest wpisane na listę UNESCO, ale często zapominano wspomnieć o tragicznej historii niewolnictwa, eksponując jedynie malowniczą stronę handlowej witryny. Całe szczęście, to już przeszłość. Dzisiaj każdy może udać się na spacer kończący się kilkudziesięciometrową wspinaczką, aby spojrzeć na lagunę z historycznego szczytu. Otwarty dla szerokiej publiczności szlak zaczyna się u podnóża góry, od strony publicznej plaży w Le Morne. Wystarczy zapytać kogokolwiek, wszyscy wiedzą gdzie bierze on swój początek! Pierwszy etap to łagodne, malownicze podejście, następnie droga zwęża się do jednoosobowej ścieżki i zaczyna wspinać się stromo, aż do tajemniczych drzwiczek…

Kolejny etap można pokonać tylko u boku licencjonowanego przewodnika, który MA KLUCZ DO KŁÓDKI – LOL – to taki zabieg maurytyjskich służb turystycznych – mają spokojną głowę, jeśli ktoś obejdzie bokiem furteczkę, wiadomo, że robi to własną odpowiedzialność. 

WEJŚCIE NA SZCZYT Z POLSKIM PRZEWODNIKEM – FILM

Jeśli podjęliście już ryzyko, a regularnie chodzicie, Le Morne będzie dla Was „Pikusiem”. Tylko ostatnie 80 metrów jest bardziej strome – trzeba się wspinać. Cały spacer zajmie Wam około 2-3 godzin w rytmie wolnego żółwika. Spytajcie kogokolwiek, gdzie zaczyna się szlak. Najpierw trzeba odnaleźć KITE LAGOON lub parking tuż przy wjeździe do Le Morne, a potem piaszczystą drogę do lasu. Weźcie dużo wody i odpowiednie buty. Najlepiej zaczynać wcześnie rano, jeszcze przez ukazaniem się parzącego słońca. Im bliżej szczytu, tym mniej cienia, dobrze o tym pamiętać!

Zachęcam Was do wynajęcia górskiego przewodnika, który zapewni nie tylko bezpieczną wspinaczkę (ma liny i odpowiedni sprzęt), ale również opowie Wam historię tego miejsca, pokaże unikatowe gatunki fauny i flory (np. trochetia butoniana – narodowy kwiat) i zwróci uwagę na najbardziej niebezpieczne momenty tej wyprawy.

Uszanujcie to miejsce…

Po wejściu na sam wierzchołek, znajdziecie tam kilkumetrowy, metalowy krzyż. Nawet jeśli macie na to ochotę, nie wdrapujcie się na niego. Uszanujcie to miejsce i pamięć wielu umęczonych pokoleń. Uważajcie na szlaku na wiele rodzimych gatunków roślin. Nie zbaczajcie z niego i nie zostawiajcie po sobie żadnych odpadków (nawet tych które mają się „same rozłożyć”). Zbierajcie odpadki po turystycznych niehlujach-debilach, wyrzućcie je na dole do kosza. Dziękuję cywilizowanym

Życzę niesamowitych emocji! Jeśli ktoś wymięknie po drodze, zostawcie go tam, gdzie  jest cień… niech na Was poczeka – w drodze powrotnej zabierzecie go spowrotem
Nie próbujcie schodzić inną drogą. Nie da się! Powodzenia!

Le Morne uczy pokory. Ale nie tylko. W czasie wspinaczki człowiek ma czas, by zadać sobie róóżne pytania. I dobrze mu tak!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s