na Mautitiusie "la bonne" to jednocześnie sprzątaczka, niania, praczka, kucharka i krawcowa

Czasy kolonialne to przeżytek. Czyżby?

By uniknąć jałowych dyskusji ze starymi, zazwyczaj wracał tuż przed wschodem słońca. Wtedy jeszcze spali. Mógł wślizgnąć się przez okno na tarasie lub otworzyć skrzypiące drzwi i przejść korytarzem, tuż pod nosem rodzicielskiej sypialni. Wybierał zawsze pierwsze rozwiązanie, trzymając, na wszelkij słuczaj, klucze od wejścia w kieszeni.

Wlazł przez niedomknięte okno i zdębiał.

Ktoś zebrał kupę brudnych ubrań walających się po podłodze. Leżały tam od dnia przyjazdu. Równo zasłane łóżko zapomniało wreszcie o nieświeżej pościeli. Zniknęły mokre ręczniki przerzucone przez oparcie krzesła… Omal nie wybuchnął śmiechem na widok poukładanych według wzrostu książek. Obok literackiego szeregu, stały na baczność w słoiczkach po dżemie, jego wiecznie szwendające się ołówki i grafity, a plik porozrzucanych szkiców wreszcie zamieszkał w przezroczystej teczce. Ulotniła się gdzieś bateria na wpół opróżnionych butelek wody i napoczęte ciastka, których paczki magazynował pod łóżkiem. Niemożliwa do ogarnięcia konstelacja kabli, zasilaczy i słuchawek, spoczywała grzecznie na dnie pudełka po wawelskich czekoladkach. Tylko komputer zdawał się być nieruszanym. Równiutko oparte o ścianę, zabłocone wczorajszym trekkingiem buty, suszyły w porannym słońcu wyciągnięte języki… Pachniało świeżą kawą i… rogalikami babci Frani?!

– Zwariowałaś?! Tak z rana? Mamo, nie przeginaj! – wlazł do kuchni, przysiadł do stołu i chwycił za słodką bułkę.
– To nie ja. To ona. – Z nogą na nodze, nie odrywając wzroku od filiżanki, Baśka wskazała brodą na krzątającą się Kreolkę. Bułka zawisła mu w pół drogi do ust.
– Kto to?
– Sprzątaczka. Była już wczoraj.
– No i dobrze, to o co biega?
– Spójrz tylko, ten fartuszek, durne falbanki, ciągłe «proszę pani»… potulna jak owieczka. Wkurza mnie i tyle. Wiesz, że już mi dwa razy filiżankę umyła? Pierdniesz tylko, już okno otwiera… Wczoraj opłukała cały sprzęt taty… deski, piankę, kask… wszystko. Rozumiesz? Wszystko! Zanim bramę zamknął i zajrzał do garażu, ta już cały bajzel z paki ściągnęła i szlaufem potraktowała! Łóżka ściele jak w hotelu. Majtki według koloru układa. Uważaj gdzie głowę kładziesz, bo ci mózg wypoleruje! Cofnęliśmy się, synku, w czasy kolonialne…

Boski, nadal z bułką w powietrzu, zmarszczył czoło, nie łapał. Wreszcie palnęła:
– Niezręcznie mi! To wstyd! Widziałeś już kiedyś taki cyrk?
Zanim zdążył wziąć oddech, wycedziła szeptem:
– Ma przychodzić co-dzien-nie… Zrobiła kawę i bułeczki. Chcesz jeszcze?
Nie czekając na odpowiedź, wcisnęła mu kolejną i sunęła dalej:
– Właściciel mówił, że u niego „la bonne” jest wliczona w czynsz. Rozumiesz? Wliczona! 8 godzin dziennie!
– Przestań mamo, przyzwyczaisz się. Daj kawy! – odpowietrzył się i wpakował do buzi obydwie bułki naraz. Ale Baśka jechała już na całego i darła się po cichu:
– Co ona tu, kurzy ryj, będzie robić?! Czyścić kryształy i srebra? Ma gotować i robić zakupy. Prać, prasować, cerować co trza. Ponoć potrafi robić wyśmienite curry… ciekawe czy schabowego ogarnie? Ma nawet myć samochód, czujesz? Terenowca! Po co mi obca baba w domu przez cały dzień? Jak ja se z nią poradzę? A jeśli coś ukradnie? Albo zepsuje? Cholera wie, co jej może przyjść do głowy. Będzie szperać po szufladach. Trzeba będzie wszystko chować. Musimy kupić sejf. Cholera! Po co nam ten cały kram?
Baśkę nosiło.

Nie wiedziała jeszcze, że Suria swoją cierpliwością i maniacką dokładnością uratuje in extremis jej wyjazd na pogrzeb ojca… że na pół godziny przez wyruszeniem na lotnisko znajdzie stracony paszport. I zgubiony pierścionek urodzinowy na dnie basenu… to też będzie ona. Uwielbiane, rozklejające się od wilgoci baleriny Loli nie do śmieci, ani jakiemuś pseudo-szewcowi, tylko porządnie skleić, własnemu mężowi zaniesie. Że uważać będzie codzień, co do gęby wkładają, bo inaczej, przez te wszystkie zapiekanki, hamburgery i inne kebaby cała rodzina miałaby już nadwagę wieloryba w dwudziestym miesiącu ciąży. To ona uważać będzie, żeby w kuchni była sól, a papier toaletowy w kiblu. Pod kontrolą Baśki, mogłoby być na odwrót. Ona wiedzieć będzie, gdzie poniewiera się ta cholerna ładowarka do starej NOKII, żeby można było odzyskać numer krawcowej. Misiek będzie bezskutecznie walczyć z karaluchami przez parę bitych tygodni, ona da radę jakąś chińską kredą, w przeciągu 24 godzin… Zapierze białe skarpetki, których żywot kończy się zazwyczaj po dwóch dniach, delikatnie podniesie oczko w plecionej bluzce z Valentino, pogoni ogrodnika, żeby przyciął prosto bugenwillię, zamiecie w śmietniku po śmieciarzach, bo oni jak burza z piorunami… Zaplamione prześcieradło w gościnnym zmieni, zanim zakłopotana koleżanka sama zacznie przepraszać… Ona wreszcie pocieszać będzie Młodą po tym, jak ktoś rąbnie jej w klubie torebkę. Swój komplet kluczy podrzuci, gdy Baśka nieopatrznie drzwi zatrzaśnie, a Misiek z dziećmi na Wilkanoc do Polski pojedzie. Garnek ciepły zostawi z pachnącym rougaille… takie mało pikante, jak Pani lubi, i obrany świeży ananas, i mango dla Boskiego. 40 stopni w cieniu, wszyscy zdychają, a ona ze zroszonym czołem prasować będzie prześcieradła. Tak, proszę pani, zaraz skończy i weźmie się za ten kubeł pełen brudnych szmat. Rzeczywiście, dobrze byłoby, bo robale w nim już łażą. I przyszyje ucho pluszakowi. Jej oczy prześwietlają mury tak, żeby nie wleść do komórki, gdy akurat Baśka kocha się z tam z Miśkiem. Pukać nie musi, wie gdy Misio siedzi na tronie. Telefon odbiera i każdą wiadomość przekazuje co do słowa, tyle że ustnie. Bo Suria czytać i pisać nie umie. Ale wszystko pamięta i nic jej się nie myli. Rodzinę sama utrzymuje, męża po wypadku i dwoje dzieci, no i dojeżdża autobusem ponad godzinę w jedną stronę.

Niewidoczna, nikomu w drogę nie włazi, ale gdy człowiek zaczyna się wściekać, bo mu nie po myśli idzie, nagle na pomoc spod ziemi wyrasta… Fantastyczna Czarownica.

Nikt nie wie, ile Suria ma lat. W ciele przekwitłej kobiety mieszka dźwięczny głos dziewczyny… Suria ma kocie ruchy i błyszczące oczy. Zawsze uśmiechnięta. Zawsze do usług. Nasza Suria.

Tego właśnie Baśka, kwocząc o hipotetycznych kradzieżach sprzątaczki, jeszcze nie wiedziała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s