Mauritius jest właściwie debiutantem w rumowej kwestii, ale wytrwale buduje swój prestiż na międzynarodowych rynkach. Jak narazie, dobrze mu idzie.
Kto nie zna aromatycznych, karaibskich trunków? Każdy kojarzy „Wyspę skarbów”?! Na Mauritiusie, gdy się czuje miętę do rumu z limonką, też można sobie zrobić mojito 😉
Tutaj też się pije, i to niemało.
Wyspa znana jest z tego, że pije się tu dużo rumu. Problem z alkoholem ma wiele osób i nie da się tego ukryć. Od dawna, rząd prowadzi kampanie edukacyjne i uświadamia jakie są możliwości i atuty leczenia alkoholizmu, sponsoruje placówki medyczne prowadzące takie leczenie, wspiera, pomaga i wychowuje. Jak w wielu krajach całego świata i tutaj, alkoholizm łączy się bezpośrednio z kłopotami mieszkańców: biedą, inwalidztwem, bezrobociem, wszechobecnymi narkotykami, współistniejącymi różnicami społeczno-kulturowymi. Podobnie jak w Polsce, niektórzy topią problemy w kieliszku.
Zasadnicza różnica w piciu na Mauritiusie i w Polsce polega na tym, że nie zobaczycie tutaj nikogo zataczającego się na ulicy. Zasada jest prosta – kto pijany – śmiga do domu. Rodzina, koledzy, znajomi… kto może, uważa i bierze odpowiedzialność za chwiejącego się bratanka. Jeśli na czas go nie zbiorą, zmiecie go policja. Będzie smród, płacenie, tłumaczenie, nieprzyjemności. No i znowu płacenie, bo pobyt w ciupie, nawet jeśli nie przypomina ona 3 gwiazdkowego hotelu, nie należy do najtańszych. Nie wspomnę o wygodzie, coś między średniowiecznymi dybami i pustynnym namiotem.
Co, gdzie, jak
Rum jest napojem wysokoalkoholowym, produkowanym z soku z trzciny cukrowej lub melasy. Wilgotny klimat i żyzna gleba Mauritiusa doskonale odpowiada wymogom jej uprawy. Trzcina została sprowadzona tu z Jawy, jeszcze pod rządami holenderskimi (1598-1710). Na samym początku, wytwarzano z niej głównie arak. Podczas wielotygodniowych, morskich wypraw, gasili nim pragnienie, żeglarze, piraci, szmuglerzy i wszelkiego rodzaju wyspiarskie tałatajstwo.
Ponoć Ernest Hemingway uwielbiał rum… Pewnego razu, w sławnej El Floridita w Hawanie, pisarz wypił szesnaście koktajli Papa Double według własnego pomysłu. Ustanowił tym samym swoisty rekord, gdyż każda szklaneczka zawierała 100 ml białego rumu, a on wyszedł stamtąd świeży jak fiołek 🙂
Kto na Mauritiusie produkuje najlepszy rum?
Do 2006 r. Mauritius produkował jedynie niewielkie ilości rumu z melasy (Source Mauritius) Dziś, cztery destylarnie produkują rum z z soku z trzciny cukrowej (rhum agricole): Rhumerie de Chamarel, Rhumerie de Mascareignes oraz Rhumerie de St Aubin. Trzy kolejne, nadal robią go z melasy w destylatorach kolumnowych: Grays, Oxenham oraz Indian Ocean Rum Company.
Trudno ocenić kto lepszy. Trzeba spróbować 😉

Na Mauritiusie, w procesie starzenia rumu używa się beczek sprowadzanych z Francji i z RPA (dębowe, po cherry, po porto i inne). Znajdują się w nich złoża po dawnych alkoholach, o konsystencji podobnej do czarnej pasty do butów 🙂 Wnętrza beczek przed wlaniem rumu wypala się, aby podczas procesu dojrzewania, przed zatakowaniem drewna, rum strawił jedynie najbardziej wartościowe smakowo pozostałości. Stąd też stosunkowo niskie nuty tanin w jego aromacie.
Więcej o ciekawych etapach fermentacji, destylacji, leżakowania, dojrzewania i finiszu poczytacie na niesłychanie bogatym blogu RUM FANATIC, a ja podaję Wam recepturę na najbardziej popularny drink na wyspie tzw. „ti punch”

Każdy ma swój „najlepszy” przepis, ale tak naprawdę, dobra receptura zależy od pory dnia, nasłonecznienia, odczuwalnej temeratury, lecącej w radiu muzyki, koloru spódniczki Twojej dziewczyny i… wielu jeszcze, bliżej nieokreślonych parametrów 😉
Nie obejdzie się jednak bez:
- białego, lokalnego rumu
- cukru z trzciny cukrowej
- limonki (zielonej, malutkiej cytryny) pokrojonej w kawałki wraz ze skórką
- kostek lodu
Pokrojoną limonkę rozetrzyj w szlance z cukrem, zalej rumem i dosyp lodu. Gotowe!
Rumy białe, kolorowe, aromatyzowane z Mauritiusa… można kupić tutaj
Maurytyjski rum mierzy wysoko
Każdy producent, bez względu na to, jak długo już to robi, gdzie sprzedaje swoje wyroby i jak wielkie są jego obroty, chce zajść jak najwyżej. Tak już jest, że tylko najlepsi wygrywają wyścig szczurów i producenci maurytyjskiego rumu dobrze o tym wiedzą. Aby utrzymać się w czołówce światowego rynku szlachetnych alkoholi, tak wyśrubowali swój marketing, że dorównują najlepszym Wallstreetowym rekinom w lansowaniu swoich wyrobów. To prawda, maurytyjski rum stał się poszukiwany. Jest dobrze schodzącym, prestiżowym trunkiem. Osiąga horendalne ceny! Wszyscy mówią o jego wyjątkowości, mając na myśli „tradycyjny” (prawie rzemieślniczy) charakter produkcji.

Sport narodowy: zachody słońca przy szklaneczce
Połączenie najlepszych aromatów i najczystszych rumów oddaje hołd różnorodności maurytyjskiej populacji. Każdy w rodzinie ma kogoś, kto pracuje albo na polu, przy uprawie trzciny, w destylarni, albo w sklepie, przy jego sprzedaży. Rum łączy pokolenia, kultury, generacje. Przy rumie rozwiązują się języki, pląsy są łatwiejsze, zaloty skuteczniejsze. Daj wciągnąć się w lokalne kolory i skosztuj rumu, nalepiej na plaży, przy zachodzie słońca… może wreszcie otworzy Ci się „trzecie oko”?