Co warto zwiedzić na Mauritiusie? Święte hinduskie jezioro Ganga Talao zachwyca, ale i zadziwia niejednego. Dlaczego? Sam się przekonaj!

Ganga Talao święte jezioro Hindusów. Nikt Cię nie uprzedził?

Święte jezioro Hindusów Gangna Talao (Grand Bassin) na Mauritiusie

Od dziecka Hinduizm kojarzył mi się z tajemniczymi legendami i sakralnymi obrządkami. Rysunki w książkach przedstawiały dziwne bóstwa, a ja czułam zapach kadzideł i coś jeszcze, czego nawet nie potrafię wyrazić… Niepokoiła mnie myśl, że mogę znaleźć się w towarzystwie ludzi ubranych w kolorowe szarawary, z dziwnymi malunkami na ciele… Paraliżowała mnie obawa, że nie będę wiedziała jak się zachować, co zrobić z własną osobą. Gdzieś tam majaczyły obrazy mrocznych świątyń i niezliczona ilość dziwnych posągów. Dochodziły mnie dźwięki nieznanych instrumentów i sączącej się leniwie wody. Na samą myśl, że mogłabym znaleźć się w takim miejscu, dostawałam dreszczy. Napawała mnie strachem ta moja niewiedza, denerwowała, kazała dać sobie spokój. Jak małe dziecko boi się ciemności, tak ja długo odmawiałam sobie zgłębienia tajemnic egzotycznej, ale jak bardzo poruszającej moją wyobraźnię, religii. Aż pewnego dnia…

Grand Bassin jest miejscem pielgrzymek i corocznych obchodów Shiva Maharatree. Święte jezioro Hindusów to niezwykłe miejsce.

Zanim dotrze się do Ganga Talao – świętego jeziora Hindusów, trzeba przedrzeć się przez tereny Narodowego Parku Black River Gorges.

Jedzie się wąską i krętą drogą, podziwia śmigający za oknami tropikalny las, wypatruje znikających w gąszczu makaków i łapie za serce za każdym razem, gdy kierowca staje na hamulcu mijając rozkołysany autobus…

Fakt, że miejsce to (znane również jako Grand Bassin) znajduje się na odludziu,  z dala od miejscowego zgiełku i frenetycznego rytmu życia powoduje, że człowiek podświadomie czeka na pewien rodzaj objawienia, które ma mu rzecz jasna, odjąć mowę. Odkrycie końcowego odcinka wiodącej tam drogi, gdy nagle przed oczami ukazuje się nam dosłowna autostrada (w maurytyjskim może pojęciu, ale szeroka mimo wszystko), jest pierwszą z szeregu niespodzianek.

Hindusi skupiają w swych rękach wszelkie bogactwa wyspy, to oni zarządzają krajem i ustanawiają większość obowiązujących reguł gry.

Grupa Hindusów stanowiąca ponad 65% całości populacji dysponuje odpowiednimi środkami, by dojazd do Świętego Jeziora był dziś wygodny i umożliwiał przybycie w czasie świątecznych  obchodów  ponad   trzystu   pięćdziesięciotysięcznej   rzeszy  pielgrzymów. Oh oui, parkingów ci tu dostatek! Można sobie jedynie wyobrazić prące wzdłuż głównej arterii tłumy wiernych… Widok asfaltowej trójpasmówki w środku tropikalnego lasu ma w sobie coś surrealistycznego!

Majestatyczny posąg Shivy w Grand Bassin. Warto odwoedzić tę atrakcję turystyczną. To miejsce pielgrzymek wielu Hindusów.

Przed zwiedzaniem głównej świątyni w Ganga Talao, dobrze jest się zatrzymać przy statule Shivy.

Odlana z betonu, w kolorze ciepłej miedzi postać, ogarnia z wysokości ponad 30 metrów spokojnym wzrokiem całą okolicę. To Shiva we własnej osobie. Jedyna, druga taka budowla znajduje się w Indiach. Po drugiej stronie ulicy wybudowali mu żonę. Parvati dorówuje pyziowatemu pięknością, lecz wzrostem nie może przekroczyć wspaniałości Lorda, o nie… Opięte saree tak podkreśla jej kobiecość, że chciałoby się od razu spróbować jak się to wkłada, nosi i… zdejmuje! Ten tradycyjny ubiór to druga skóra  niejednej Hinduski. Jeśli dodać do tego starannie dobrane bransolety, kolczyki i pantofle, mamy temat na zupełnie drębny rozdział!

Stoję tak z zadartą głową, podczas gdy z otaczającego lasu wyłażą małpy i upominają się o żarcie. Bajka jeszcze się dobrze nie zaczęła, a ja już mam ochotę zwijać żagle. Dasz banana? Zrób sobie zdjęcie i spadaj. Nie dasz? Makak robi się wściekły i odsłania paskudne zębiska. Właśnie mi się odechciało. Spadam.

Otaczające wody jeziora nadają świątyni spokojną atmosferę, której warto doświadczyć podczas wschodu słońca, gdy różowe i pomarańczowe kolory nieba odbijają się od spokojnego, błyszczącego lustra. I to je ono, panie Havranek! Nareszcie zaczynam coś odczuwać. Co? Jeszcze dokładnie nie wiem.

Wyszczerbione schody powoli wiodą mnie do… masarskich sklepów. Rany Julek, kolejne hinduskie kapliczki swym wyglądem przypominają PRLowskie sklepy mięsne! Przed przyjazdem tutaj, przedstawiałam sobie maurytyjskich Hindusów w różnych konfiguracjach, ale nie u rzeźnika! Wyłożone po sufit podejrzanej białości kafelkami pomieszczenia, chwytają za nogi i ściągają bez ceregieli na ziemię. Koniec marzeń o egzotycznej podróży w tajemniczą krainę. Walające się po podłodze szmaty i jakieś bliżej nieokreślone śmieci, do reszty rujnują moje wyobrażenia o tysiącu i jednej nocy… Gdyby nie posągi bóstw, obwieszone kolorowymi tkaninami i wianuszkami z kwiatów, nic nie wskazywałoby na to, że mogą odbywać się tutaj jakieś religijne celebracje…

Najważniejsze święta hinduskie na Mauritiusie obchodzone są uroczyście i z pompą. Świąte jezioro Ganga Talao w Grand Bassin jest świadkiem tysięcy pielgrzymów udających się do świątyń.

O, właśnie jakaś kobieta kładzie na tacy banana, kilka żółtych kwiatków i zapala kadzidełko. Patrzę jak z namaszczeniem zabiera się do obmywania swych stóp w jeziorze. Nic sobie nie robi z tysiąca pływających tutaj Tilapii. Weszła dalej i skupiona, nabiera świętą wodę do miedzianego dzbanuszka, unosi go nad głowę i trzymając naczynie obiema rękoma, wylewa spowrotem do jeziora. Jej pochylona sylwetka sprawia warażenie jakby składała pokłon niewidzialnym siłom… Ten gest powtarzać będzie jeszcze kilkanaście razy. Zadziwia mnie jej nabożne skupienie, podczas gdy dziesiątki turystów obchodzą ją z lewa i prawa, robią zdjęcia i wymieniają ze sobą wcale nie takie dyskretne uwagi. Zastanawiam się czy byłabym zdolna modlić się z takim spokojem, gdyby ktoś kręcił się bez przerwy wokół ołtarza w moim kościele?

Religia na Mauritiusie, hinduizm, chrześcijanstwo, islam, pogańskie plemienne wierzenia... jak kolory tęczy, religie współistnieją tutaj od wieków.

Teraz dopiero, gdy podeszłam bliżej widzę, że jest młoda i bardzo elegancka. Wypielęgnowane dłonie noszą tzw. mehendi, tradycyjne malunki henną, stopy też ma nimi pokryte. Nie chcę jej przeszkadzać, ale staram się podejść jak najbliżej więc udaję, że też się modlę… kątem oka obserwując jej ruchy. Dziewczyna zdaje się wykonywać dziwny balet, a każda poła jej miękkiego saree pozwala zauważyć zarysy zgrabnej figury. To chyba jedwab. Tylko prawdziwy jedwab może tak doskonale opływać kobiecą sylwetkę. Podobna do egzotycznego ptaka, rozwijała raz po raz swe tęczowe skrzydła, aż przyćmiło mi w oczach i wtedy przypomniałam sobie, że od rana nic jeszcze nie jadłam. No i już nie zjem, bo przecież do świątyni nie można wchodzić z pełnym brzuchem… Przynajmniej tak oświecał mnie stary Hindus, z którym wczoraj gadałam przed sklepem. A może coś mi się powaliło?

Świątynie tamilskie na Mauritiusie są kolorowe i bogato zdobione. Zdumiewa naiwność stylizacji, zachęca do wyjaśnień, zaprasza do zadawania pytań.

Przed wejściem do głównej świątyni, należy poprosić świętego byka Nandi o pozwolenie.

Wygłaskany pysk lśni mu w słońcu, na karku wiszą kwieciste wianuszki. Pieszczę i ja marmurowy grzbiet, zdejmuję w kącie buty i wchodzę na śliskie kafelki. Tak jak myślałam, oprócz centralnego ołtarza, gdzie gromkim głosem pandit wyśpiewuje hinduskie psalmy, niewiele rzeczy będzie mogło z zachwytu odebrać mi mowę. Przyjemnie jest jednak zatrzymać się na chwilę i dać kołysać swój zabiegany mózg cicho lejącej się wodzie. Teraz dopiero widzę Linguam, święty Kamień Shivy. To bezdyskusyjne odniesienie do fallusa, zajmuje środkowe, najważniejsze miejsce na pięknie przystrojonym ołtarzu. Wokół palą się kadzidełka, ktoś składa ofiarę z bananów i pomarańcz. Nad głową wisi mi dzwon, więc za przykładem zainicjowanych, walę jego sercem w kopułę… dudniący dźwięk rozwala mi bębenki i zdumiona własną przedsiębiorczością, idę jak zaczarowana prosto w ręce kapłana. Przyciąga mnie do siebie, nakłada ręce na skronie i szepce parę niezrozumiałych słów. Staram się zachować kontrolę i zezuję spod przymkniętych powiek, ale ten zmusza mnie do pochylenia. Widzę tylko dolny brzeg wymiętej, pomarańczowej kurty. Czuję, że chwyta moją głowę mocniej, obejmuje ją pełnymi dłońmi. Są ciepłe i miękkie. Poddaję się bez protestu i słyszę teraz wyraźnie, jak powoli i z namaszczeniem, kapłan szepce: „Niech Shiva opiekuje się tobą, a trzecie oko chroni od wszelkiego nieszczęścia, choroby i kłopotu. Przyczyni się ono do twego powodzenia, krzepiego zdrowia i da ci radość. Bądź szczęśliwa i bezpieczna, jak i twoi bliscy. Idź w pokoju.” Koniec. Podnoszę wzrok, a on maluje mi drewnianym patyczkiem dziwny, czerwony znak na czole i kłania się ze złożonymi dłońmi. Kłaniam się i ja, odwracam na pięcie i snuję oszołomiona po pomieszczeniu. Przewijam jeszcze raz film do tyłu, trochę za szybko się wszystko zdarzyło, nie miałam czasu, żeby wczuć się w rolę. Cholera, można prosić o replaya?

Religia na Mauritiusie jest niezwykle ważna. NIe każdy Hindus jest Hinduistą, wielu z nich to chrześcijanie lub muzułmanie.

Kręcę się chwilę pośród wiernych i turystów. Robię zdjęcia kolorowym postaciom, próbuję nawet skupić się przed posągiem boginii Lakszmi, tej od bogactwa. A może rozłożyć się tu krzyżem? Dotyk delikatnych rąk nie chce mnie opuścić i jakaś dziwna lekkość wypełnia mnie od środka. Na czole mam trzecie oko, pewnie zaraz je sobie rozmażę. Coś mnie przeszyło i zawędrowało do najdalszego kąta mojej duszy.

„Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną”.

Poczułam w sobie małe dziecko. Mamo, powiedz, przecież to w porządku, gdy ludzie sobie dobrze życzą? Kto zadecydował, że jedna religia jest lepsza od drugiej? Wiesz Mamo, nie mam ochoty się z tego tłumaczyć. Jest mi z tym dobrze. Chciałabym się tym podzielić ze światem. Wszyscy powinni tutaj przyjechać, żeby usłyszeć parę dobrych słów od człowieka, który nawet nie zapytał mnie jakiego jestem wyznania. Wszystko mu jedno. Wszystko mi jedno. Bóg jest jeden. Czy nazywają go Allahem, Jehową czy Jezusem, czy modlą się do Niego rano, popołudniu czy wieczorem, na kolanach, stojąc czy leżąc, w pagodzie, w meczecie czy w kościele, wszystko to jedno!

Mama spojrzała z nieba i przytaknęła.

Wsiadłam do auta. Długo jeszcze nie mogłam zebrać myśli. Właśnie odebrało mi mowę.

2 myśli w temacie “Ganga Talao święte jezioro Hindusów. Nikt Cię nie uprzedził?

  1. Barbara pisze:

    Piękna puenta
    Jeśli jest jakiś Bóg to nie patrzy na doktryny tylko w serce

    I też te świątynie skojarzyły mi się z rzeznikiem – nawet chłód białych kafli działał na zasadzie chłodni
    🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s