Gouzu jest cały żółty i… cały gruby
Ma jajowatą głowę prawie tak dużą jak całe ciało. Pomimo śmiesznej deformacji, Gouzu potrafi być szybki i zręczny. Jest mądry i sprytny. Z zapałem broni swojego punktu siedzenia. Widzę go codziennie jak jadę do roboty, bo Gouzu nigdy nie opuszcza raz zajętego miejsca. Siedzi tam tak długo, aż kolory mu nie wyblakną i sam nie zniknie.
O kim mówię?! O zmyślonej postaci, którą ktoś namalował na odrapanej ścianie koło przystanku. Mała myszka trzyma serso, przez które zaraz będzie skakał grubasek na różowym słoniu. WTF?! LOL!!!

Gouzu często pojawia się jako ofiara systemu, na przykład przykuty do piłki lub zatrzymywany na ścianie przez jakieś dziwne przeszkody. To manipulator-megaloman siedzący za sterami maszyny, których dźwignie sterują mózgami towarzyszących mu, nieznanych postaci. Dobre uczynki to jego specjalność, potrafi zjawić się więc jak latający superbohater (coś w rodzaju Supermana). Często towarzyszy mu krowa (?) …

Gouzu można spotkać w najmniej oczekiwanym miejscu, na całym obszarze Mauritiusa i Reunion.
Jego tata Jace, francuski artysta, wymyślił go gdy miał 18 lat i maluje w miejskiej, niespodziewanej scenerii, przedstawiając w zadziwiających, często komicznych sytuacjach. Za tło służą znaki, plakaty, infrastruktury miejskie, stare pnie drzew, głębokie wąwozy, wiaty autobusowe, środki transportu, a nawet klify, takie jak na nadmorskiej drodze łączącej Saint-Denis z zachodnim wybrzeżem (na Reunion).

Tata mieszka na Reunion.
W połowie lat 80-tych odkrył kulturę hip-hop i wtedy to zrodziła się jego pasja do graffiti. Od narodzin Gouzu, w roku 1992, tysiące innych Gouzusiów zamieszkało na całym świecie, stając się znakiem firmowym tego artysty.
Wicie, że takie malunki na Reunion to nielegalna działalność?!
Artysta maluje Gouzu wszędzie, podczas swoich podróży. Pomimo nielegalności swej pracy, Jace przyczynił się znacznie do podniesienia rangi ulicznej sztuki. Istnieją tysiące rozrzuconych pomarańczowych ludków pomiędzy Reunion, Mauritius, Le Havre, Nowym Jorkiem, Tokio, Paryżem, Lizboną, Madrytem… Jednym z największych marzeń Jace’a jest wkomponowanie Gouzou w apokaliptyczną scenę miasta duchów w Czarnobylu.

Szczerość i humor tych projektów zaowocowały niezwykłą popularnością Gouzu. Dziś jest on rozpoznawalny na całym świecie. Niektórzy entuzjaści kultury miejskiej organizują polowania na Gouzu – to gra, polegająca na zbieraniu zdjęć tego małego ludzika. Niektórzy próbują ubić własny interes – niech wspomnę przypadek chińskiej firmy tekstylnej, która wykorzystuje bez zezwolenia image Gouzu do drukowania na koszulkach!!!
Jace regularnie wykonuje freski lub inne wzory dla różnych organizacji, firm, a nawet władz publicznych. Zakończył niedawno fresk o długości 100 metrów i szerokości 1 metra na Pont des Arts w Paryżu, aby zastąpić nim słynne „kłódki miłości”, których ciężar zagrażał załamaniu się struktury. Niestety nie mam jego zdjęcia… może ktoś, coś?… 🙂

Jeśli zdarzy się Wam spotkać Gouzu, uchwyćcie tę chwilę! Sfotografujcie go, naszkicujecie… być może za jakiś czas mur, na którym został namalowany rozsypie się i nie pozostanie po nim wiele… chociaż tyle, ile pomieści Wasza pamięć.